Czy Polacy i mieszkańcy innych krajów naszego regionu są dla koncernu Apple internetowymi konsumentami drugiej kategorii?
Firma nie chce odpowiedzieć na to pytanie. Ale fakty, niestety, to sugerują. I nawet Bruksela przyznaje, że wspólny unijny rynek online to fikcja.
Należący do Apple serwis iTunes to dziś największy multimedialny sklep online, w którym można znaleźć cyfrowe pliki z muzyką czy filmami. W USA pod względem sprzedaży muzyki przegonił nawet wielką sieć supermarketów Wal-Mart.
Jednak każdy, kto choć raz próbował kupić muzykę czy film polskiej wersji iTunes, wie, że się nie da. W Polsce iTunes - w odróżnieniu od wersji brytyjskiej, francuskiej czy niemieckiej - oferuje wyłącznie programy na iPhone/iPoda. Podobne problemy mają zresztą inni mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej. Muzyki w iTunes nie kupią też Czesi, Węgrzy czy Słowacy.
Próba skorzystania np. z brytyjskiego iTunes też nic nie daje - system odrzuca karty kredytowe z Polski, Czech czy Bułgarii.
Oczywiście, takie zabezpieczenie można próbować obejść, choćby za pomocą bonów na zakupy w iTunes. Oficjalnie są one rozprowadzane w tych krajach, gdzie działa muzyczny iTunes, można je także odkupić na aukcjach internetowych i w ten sposób obejść lokalizacyjne zabezpieczenie.
Jednak zgodnie z unijnym traktatem na terenie całej Unii Europejskiej ma obowiązywać swoboda przepływy dóbr i usług. Teoretycznie Polak, Węgier czy Czech powinien mieć dokładnie te same prawa rynkowe co Brytyjczyk lub Francuz. W praktyce iTunes tych praw nie respektuje.
Wschód nie wart zachodu?
Komisja Europejska zauważyła to już dwa lata temu i wszczęła śledztwo. Po kilku miesiącach musiała rzucić ręcznik na matę. Apple wyjaśnił bowiem, że nie może sprzedawać muzyki online bez ograniczeń geograficznych, bo nie pozwala na to gąszcz przepisów prawa autorskiego - na każdym rynku narodowym trzeba podpisywać odrębne umowy licencyjne dla sprzedaży online. Komisja nie wiedziała, jak sobie z tym argumentem poradzić. Zresztą firma cały czas zapewniała i Komisję, i konsumentów, że pracuje nad tym, by sklep iTunes był dostępne dla wszystkich.
Od 2007 r. minęły jednak dwa lata i nic się nie zmieniło. Sprawę praw autorskich udało się jakoś rozwiązać na zachodzie Europy, ale już nie za dawną "żelazną kurtyną". To może dziwić. Polskie przepisy prawa autorskiego są w ocenie Komisji Europejskiej zgodne z europejskimi standardami.
O wyjaśnienia zwróciliśmy do europejskiej centrali Apple. Po kilku dniach dostaliśmy lakoniczną odpowiedź od Alana Hely'ego, dyrektora komunikacji korporacyjnej. - W Polsce jest dostępny sklep AppStore oferujący programy na iPody i iPhone'y. Jeśli chodzi o muzykę, nie mamy dziś sklepu w Polsce. W tym momencie nie mam nic więcej do powiedzenia - poinformował nas Hely.
To, czego Hely nie powiedział, Gazeta znalazła w dokumentach przesłanych przez jego firmę do Komisji Europejskiej we wrześniu 2008 r., gdy unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zwołała specjalne spotkanie w sprawie sprzedaży internetowej. Dokumenty dostępne na stronie KE sugerują: Polska i kilka innych krajów w Europie jest dla Apple rynkiem drugiej kategorii. - Powód, dla którego sklep iTunes nie jest dostępny w każdym państwie Unii Europejskiej, jest taki, że wiele krajów nie oferuje wystarczająco dużego rynku, który by uzasadniał koszty i wysiłek potrzebne do sprzedaży w danym kraju - poinformował koncern.
Skąd te koszty i wysiłek? Apple wyjaśnia dalej: - Żeby sprzedawać muzykę w jakimkolwiek państwie Unii, iTunes musi najpierw uzyskać prawa do nagrań i dzieł muzycznych w danym kraju i przestrzegać obowiązujących w tym państwie przepisów ochrony konsumenta (...). iTunes musi ocenić sytuację każdego kraju indywidualnie, by podjąć decyzję, czy zyski przewyższą koszty dystrybucji treści w tym kraju.
Z programami na iPhone'y jest inaczej niż ze sprzedażą muzyki. Tutaj wyłącznym dystrybutorem jest sam Apple. Firma może więc swobodnie zarządzać tymi produktami, nie musi z nikim się umawiać co do warunków dystrybucji. A w przypadku muzyki musi uwzględniać liczne wymogi producentów, dystrybutorów i właścicieli praw autorskich.
W stanowisku przekazanym KE Apple postuluje stworzenie jednolitego europejskiego systemu zarządzania prawami autorskimi do muzyki, a zwłaszcza jednolitej bazy danych z informacjami o tym, kto dysponuje prawami do poszczególnych utworów na poszczególnych rynkach. Wówczas sprzedaż muzyki online będzie znacznie łatwiejsza.
Tajne e-zakupy w imieniu Komisji
Oczywiście Apple - jak każda prywatna firma - ma prawo swobodnie podejmować decyzje biznesowe. Jest jednak haczyk. Jeśli firma decyduje się sprzedawać jakiś produkt bądź usługę w jednym kraju UE, to nie może zabraniać sprzedaży konsumentom w innych krajach. Tako rzecze traktat UE.
Komisja postanowiła więc wrócić do sprawy rynku internetowego. W czwartek unijna komisarz ds. konsumenckich Meglena Kuneva opublikowała raport na temat rynku sprzedaży online w krajach UE. Oczywiście iTunes nie był jedynym powodem stworzenia tego raportu, ale opinie konsumentów dotyczące tego sklepu zostały odnotowane na poczesnym miejscu.
Konkluzje raportu są dość przygnębiające: 33 proc. konsumentów dokonujących zakupów online przynajmniej raz doświadczyło odmowy sprzedaży z powodu zamieszkania w innym kraju niż kraj sprzedawcy.
Urzędnicy Komisji Europejskiej, z którymi rozmawiała Gazeta, twierdzą, że nie podoba im się to, że firmy takie jak Apple kpią sobie z traktatowej zasady swobody handlu, przepływu dóbr i usług. - Traktujemy tę sprawę naprawdę poważnie, bo otrzymujemy bardzo dużo skarg od konsumentów. Nie zgadzamy się na to, żeby jednolity unijny rynek był dzielony na części. Ale musimy znaleźć źródło problemu - mówi Gazecie Helen Kearns, rzecznik komisarz Kunevy. - Nie znaliśmy do tej pory pełnej skali tego problemu. Poprosiliśmy więc naszych konsultantów, żeby podając się za "zwykłych" konsumentów, spróbowali dokonywać zakupów online w różnych krajach. Szukamy konkretnych dowodów - dodaje Kearns. Efekty pracy konsultantów będą znane we wrześniu.
Niestety, na kolejną interwencję może być za późno. Kadencja tej Komisji wkrótce się skończy, a jej nowy skład poznamy dopiero w październiku.
Co więc pozostaje konsumentowi w Polsce? Czekać. I pisać skargi do Komisji Europejskiej. Każda zwiększa szanse na to, że Bruksela znów będzie w tej sprawie interweniować. Oby skutecznie.
Więcej na http://www.wyborcza.pl
Zaloguj się jako użytkownik: